dildo Sonic

Bomba witaminowa – czyli o podwójnym dildo słów kilka

Pierwsza moja myśl, kiedy na własne oczy zobaczyłam „twór” o wdzięcznej (trochę przypominającej imię jakiegoś robota… albo kreskówki) nazwie Sonic, to: Wow. A zaraz po niej: Aha. Hm. Okej, całkiem niezły. Osobliwy.

I to jest na niego właściwe określenie – Sonic, osobliwe dildo od Fun Factory.

Podwójny penis można śmiało określić mianem ciekawej ozdoby i ustawić na przykład koło telewizora – swoim kształtem nie przypomina typowego dilda rodem z porno, więc nie ma obawy, że ktoś z rodziny lub znajomych zorientuje się, że to cudo, porzucone na szafce po nocnych igraszkach, jest erotycznym gadżetem.

Ale od początku. Sonic przybył do nas jak zawsze w pełnej dyskrecji – pudełko, taśma,  folie i znów opakowanie – tym razem właściwe. Pudełeczko zwykłe, giętkie, które zresztą nie przeżyło w całości mojego otwierania, ale nieważne, bo to przecież zawartość jest najistotniejsza. Po otwarciu, pierwsze, co się rzuca w oczy, to mała karteczka z instrukcją (obrazkową i głównie po angielsku). A zaraz po niej piękne, czterdziestocentymetrowe cacko witaminowego koloru. Posiada dwie różne końcówki, dzięki czemu, zgodnie z opisem na stronie producenta, doznania mogą być naprawdę zróżnicowane. Jedna strona kształtem przypomina wrzeciono (ledwo mieści mi się w dłoni) i to ona jest twardsza. Druga – o wiele bardziej miękka – wygląda trochę jak łyżeczka, co jest nawet zabawne.

IMG_0038

W dotyku jest delikatny, a to duży plus, bo dzięki temu wiemy, że to nie chińska zabawka, rodem z tych masowo sprzedawanych i niedopracowanych. Potwierdzają to także perfekcyjne wykonanie, ciekawy design i kolor, który prościej jednak określać jako jasnoczerwony albo głęboko pomarańczowy – mimo faktu, że witaminowy bardziej pasuje do nowoczesnego wyglądu.

A jak ten wspaniały wygląd i czterdzieści centymetrów długości (łącznie) sprawdza się w użyciu? Różnie. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na elektryzowanie się. Aksamitna, tak świetna w dotyku silikonowa powłoka niestety przyciąga wszystkie pyłki z otoczenia – z takim samym natężeniem, kiedy jest sucha, jak i kiedy jest mokra (chociaż wszyscy wiemy, że mokrego od żelu penisa nigdzie się już raczej nie odkłada). Wystarczy wyjąć go z pudełka i zbliżyć do pościeli czy nawet położyć na blacie, i już trzeba lecieć pod kran. Tak więc zabawę zaczynamy od mycia wodą z mydłem i później najlepiej nie wypuszczać go z dłoni. Nieco to uciążliwe, bo trzeba przerwać igraszki tylko po to, aby umyć wcześniej już przecież myte dildo. Da się to jednak zrobić, a w każdym razie lepsze to, niż postawiona pod łóżkiem, niezbyt romantyczna miska. Oczywiście wodę można zastąpić nawilżanymi chusteczkami, ale nie jest to idealny pomysł – dokładnie nie pozbędziemy się niepożądanych pyłków.

Drugim problemem jest śliskość. Od razu mówię – w pojedynkę ciężko się nim bawić, bo więcej w tym trudu niż przyjemności. Natomiast w dwie osoby jak najbardziej (polecamy przede wszystkim kobietom), przy czym należy użyć odpowiednią ilości żelu oraz skupić się na rozpalającej grze wstępnej (żel tylko na bazie wody – znajdziecie go na stronie sex shopu). Lubrykant w połączeniu z fakturą Sonica sprawia, że staje się on śliski, co jest dobre przy wsadzaniu, bo jednak końcówki o tak zróżnicowanym kształcie tego wymagają, ale nie jest już  tak genialne przy trzymaniu. Jako że są połączone i z założenia jedna strona wchodzi w jedną kobietę, a druga w jej partnerkę, żel rozprzestrzenia się niemal po całej długości zabawki, przez co ślizga się w dłoniach. To spore utrudnienie – już przy samym wsadzaniu.

IMG_0023

Co nie znaczy, że się nie da. Kiedy poradzimy sobie ze wszystkimi wyżej wymienionymi niedogodnościami, czas na zabawę. Pozostaje tylko kwestia dopasowania i dobrania odpowiedniej pozycji. Witaminowe dildo, dzięki kształtom i giętkości części łączącej, można stosować naprawdę różnorodnie. Wlicza się w to także seks analny – jest na tyle elastyczny, że mógłby posłużyć do równoczesnej stymulacji waginalnej i analnej (jednej osoby), chociaż osobiście ciężko mi to sobie wyobrazić, mimo że to byłby z pewnością ciekawy widok.

Końcówki są odpowiednio wyprofilowane i to jest duży atut Sonica. Mi przypadła strona grubsza i twardsza i powiem szczerze, że jest mega. Tak po prostu. Wypełnia całkowicie. 😉

Strona cieńsza była moja i nieważne jak głęboko się znajdował, cały czas stymulował punkt G (i wszystkie inne punkty też). Wyraźnie czuć jej zakrzywienie, co daje ciekawe wrażenia. Już przy samym wejściu idealnie dopasowuje się do pochwy, również  niezgorzej niż wrzecionowata końcówka.

Sonic polecamy głównie doświadczonym parom – trzeba przy nim wprawy, aby drobne utrudnienia nie zakłócały rozkoszy, którą sprawia. Bo kiedy już złapiemy wspólny rytm, to jest naprawdę świetne.

***

Testowane dildo Sonic firmy Fun Factory można zakupić tutaj: https://www.kinkywinky.pl/akcesoria-erotyczne/dildo-dwustronne-sonic-winogronowe.html