pijana wisnia wstęp

Bo zawsze trzeba się przedstawić

Kiedy byłam dzieckiem, powiedziałam do swojego lusterka: będę najbardziej oryginalnym człowiekiem na ziemi. Z tą obietnicą chodziłam w kieszeni, a ona pęczniała i pęczniała. Dzisiaj z tej kieszeni dziecięcego płaszcza wygląda i wywiesza jęzor. Udało się, tak, tak. Jestem kimś nieszablonowym.

Jestem lesbijką.

Jasne.

Brzmi to trochę zbyt przemądrzale i sztucznie, co nie? W pewnym sensie mówienie o sobie lesbijka stało się dla mnie zmorą życia. Bo, przecież, teraz co druga kobieta, którą spotykam, jest homo, gardzi męskim przyrodzeniem i dodatkowo wielka z niej feministka. Kobieta pociąga, owszem, zawsze można pogapić się na cycuszki pod bluzeczką w kamerce, gdy młodsza, rozochocona modą koleżanka, wygina się przed ekranem. Wymyślam? Niekoniecznie. Wystarczyło zaobserwować falę tęczowych profilowych na fb, kiedy USA zalegalizowało małżeństwa jednopłciowe. Naraz zerwały się dwie grupy Polaczków i walki było tyle i łez…

W rozmowach ze znajomymi dziewczynami, po moim coming oucie, dostrzegam bardzo dużo zmian, jakie w nich zaszły. Niektóre zwracają się do mnie w inny, może zbyt przymilny sposób, inne od razu uderzają z tematem. Jeszcze inne mącą, szukają na siłę przykładów, doskakują do mnie, kiedy zajmuję się szykowaniem jakiegoś materiału właśnie o less. Przypadek? Nie sądzę.

Mam wrażenie, że w codziennym życiu bardzo łatwo się zgubić i zapomnieć, kim naprawdę jesteśmy. Ulegamy modzie, na siłę chcemy być odmienną alfą i omegą jednocześnie. Chcemy się szczycić sobą – i to jest jak najbardziej zrozumiałe.

Ale wyobraźmy sobie sytuację, która dotknęła mnie, osobiście…

Jest dość ładny, marcowy poranek, a siedząc jak zwykle przed komputerem i zajadając czekoladę, zaczynam konwersację z pisarką, która niedawno wydała swoją powieść fantasy. Intensywna rozmowa na temat mojego tekstu, który zjechała, schodzi na zupełnie inne tory… Swoim zwyczajem macham internetową ręką i mówię, że chyba skoczę na dziewczynki. Dziewczynki zawsze fajne. Moja rozmówczyni pokiwała online głową, przynajmniej ja miałam takie wrażenie, i powiedziała, że owszem, i żebym ją ze sobą zabrała.
Mówiłam, że to przeważnie zaczyna się niewinnie? Niby przelotna, upojna znajomość, bo przecież autorka okazuje się być mężatką. To było trochę… bolesne. Jak to tak, świetnie mi się rozmawia, czuję to coś, tę chemię, super, ekstra, wow… Pierwszy raz poczułam coś w rodzaju miłości, tej prawdziwej, a nie tej, w której codziennie musiałam sobie coś tłumaczyć.

A może by tak na zawsze? A można tak na wieki? A jak, przecież rozwód, to wszystko, takie trudne. Moje serducho – trochę źle mu się pikało nocami, jakby płakało za kimś, kimś…

Ruda. Trza coś zadziałać. Pomyślałam wtedy, że jeżeli czegoś nie postanowię, to po prostu obumrę w samotności.

Mijały dni, a nasze uczucie rozrosło się do niebotycznych rozmiarów. Nie mieściło się już w weekendzie, w hotelu, w moim mieście. Chciało iść gdzieś dalej i zamknąć przeszłość. A przecież z obrączką na palcu nie da się tego zrobić.

I wiecie co, wiecie?

Ruda zmieniła dla mnie swój poukładany świat.

Patetycznie zabrzmiało, nawet moja herbata zrobiła się bardziej uroczysta. Ale tak, zakochałam się, Ruda obdarzyła mnie tym samym uczuciem i zmieniłyśmy wszystko. Nadal zmieniamy. Więc po co ja wam to piszę? Ano po to, byście wiedziały, drogie panie, że lepiej wiedzieć, że tą lesbijką się jest naprawdę. Kobieta to trudny rodzaj sztuki. Trzeba dozy cierpliwości, jakiś kunszt, dużo miłości. Trzeba pamiętać, że są sytuacje, w których możemy bardzo skrzywdzić drugą osobę. Co by się z nami stało, gdybym ja, w momencie, kiedy zmieniła dla mnie miejsce zamieszkania na to, którego nie cierpi, powiedziała, że wszystko jednak skończone? Że wpadł mi w oko facet, ciemne włosy, oko sokole, trochę z gatunku aktorów i modeli z okładek? Albo że jednak nie, że to takie troszkę drażniące, że piersi mnie nie kręcą, że dupka taka trochę… no, męską wolę.

Wtedy by bolało i wszystko byłoby źle.

Kiedy teraz patrzę w lustro, widzę w nim człowieka, którym chciałam być. Wielu jeszcze stanie przede mną z cynizmem na twarzy i powie pewnie, że mi się zmieni. Żem młoda. Że ogólnie to jeszcze rodzinę mieć będę i chłopa na kanapie. Ale ja się tylko uśmiecham i idę dalej. Do Rudej. Czeka na mnie z naszym nowym, zbyt ludzkim szczeniakiem.

Toż to zaczęłam nieco kolokwialnym stylem. Na początku witam Was, drogie panie, na nowej stronie. Pijana Wiśnia to bar, który specjalizuje się w kobietach. Formalnie jest to tworzący się ciągle zbiór opowiadań Rudej, mojej partnerki. Internetowo – stanie się (mam wielką nadzieję) miejscem dla wszystkich kobiet homo, bi oraz hetero, którym brakuje radości w seksie, w intymności. Postanowiłam, wraz z moją kobietą, stworzyć miejsce, gdzie każda dama będzie mogła odnaleźć się w swojej seksualności. Wyzwalamy się z kajdan zaciemnienia, że o seksie trzeba szeptać w swojej sypialni, a nawet tam jest to niewskazane. Brak rozpoznania własnej seksualnej bogini bardzo często jest odpowiedzialny za rozpady związków, nie tylko tych formalnych i … Chcemy udowodnić, że seks jest istotnym i scalającym miłość elementem, a poza tym może wyzwolić, uzdrowić i oczarować.

Pijana Wiśnia nie opisuje tylko i wyłącznie delikatnego seksu – jest ona nastawiona na rozsławiony BDSM, w którym my dwie odnajdujemy się najlepiej. Jesteśmy osobami otwartymi, do tańca i do różańca 😉 Dlatego chcemy, by ta strona była tak zwaną bezpieczną przystanią. Od kobiet dla kobiet.

Finn