gigolino

Gigolino – aksamitna przyjemność

Mała, aksamitna przyjemność – recenzja miniwibratora od Fun Factory

Kochamy kwiaty. Ja ostatnio ubóstwiam lilie, zwłaszcza te białe, zniewalające zapachem, powalające szlachetnym wyglądem. Kochamy wszystko, co z kwiatami współistnieje. Mały, cudny wibrator, o nazwie przywodzącej na myśl włoskiego kochanka; uwodzi i zniewala od pierwszej spędzonej z nim chwili.

gigolino

 

Finn: Mini wibrator od Fun Factory, na każdą kieszeń i do każdej torebki, nie tylko damskiej. Ten uroczy gadżet posiada sześć programów i sześć prędkości, a zasilają go baterie AAA, czyli powszechnie dostępne paluszki. Powiem Wam, że to wyjątkowe udogodnienie. W zestawieniu z wibratorami na akumulatory sprawdza się świetnie i momentami wypada lepiej. Akumulatory trzeba ładować, z doświadczenia wiemy, że jeśli często i intensywnie używa się takich zabawek, szybko się rozładowują. A szczerze mówiąc nikt nie lubi przerywać zabawy tylko dlatego, że zabawka nie wytrzymała naszego tempa i trzeba w pośpiechu szukać zastępczej, zanim opadną emocje. Z Gigolino nie ma takiego problemu – wystarczy mieć zapas baterii. To naprawdę fajna opcja, mimo że mało nowoczesna.

Dwudziestocentymetrowy przyjaciel sprawdza się wszędzie i wszędzie możemy go zabrać. Niepozorny, niewielki i subtelny niczym nie odbiega od innych wibratorów. Jest wodoodporny, całkowicie bezpieczny, niezwykle giętki (tak!) i… przyjemny w dotyku.

 

gigolino

 

Sash: No ale dobrze, nasza nowa zabawka przyszła i… i co? Tu czekało na nas spore zaskoczenie. Opakowanie zwykłe, kartonowe, typowe dla gadżetów od Fun Factory, od razu nasuwało na myśl kolejny mocny gadżet. Do zestawu oczywiście dołączono instrukcję, która przy Gigolino jest praktycznie niepotrzebna, bo jego obsługa jest bardzo prosta, a także baterie, które starczają na długo, wierzcie mi. Natomiast zawartość opakowania zupełnie odbiegła od naszych wyobrażeń. W tę dobrą stronę.

Gigolino jest aksamitny. Tak naprawdę aksamitny – w dotyku. Inny niż wszystkie testowane przez nas do tej pory wibratory. Nie ma śliskiej powierzchni, choć wykonano go z tego samego silikonu. Nie jest twardy, nie jest też sztywny.

 

gigolino

Przyjrzyjcie się powierzchni. Ten okrywający go aksamit widać, nie tylko czuć.

 

Finn: Moje określenia? Miękki, delikatny, przede wszystkim cudowny. Jego powierzchnię pokrywa „puszysta” warstewka, przywodząca na myśl jedwabną, drogą suknię. Aż chce się go dotykać!

Gigolino świetnie nadaje się do orgazmów wtedy, kiedy nie ma na nie czasu, na przykład na przerwie w pracy, w oczekiwaniu na ważne spotkanie (też jesteśmy zdania, że w miejscu, w którym spędzamy osiem czy dziesięć godzin poza domem, powinno być specjalne miejsce przeznaczone do masturbacji), przed wyjściem z domu, po powrocie z meczącej podróży albo też w samej podróży. Czemu nie? Przyjemności nikt nie zabroni! Tylko uważajcie na postronnych obserwatorów, lubią donosić, ot tak, z zazdrości.

Polecamy go także początkującym. Świetnie nadaje się do subtelnych zabaw we dwoje, niekoniecznie damsko-damskich. Równie dobrze spełnia swą rolę solo, czasami przecież towarzystwo jest… zbędne.

Wrażenia? Urzeka. W wewnętrznym odczuciu nie można go przyrównać do żadnego innego. Sprawia wrażenie „żywego”, a w dodatku jest całkowicie posłuszny naszym zachciankom, naszej woli – czego więcej chcieć?

gigolino

Do kupienia tu:

Gigolino